
Buty biegowe od Keen „marzyły” mi się już od dawna. A tak naprawdę, wielokrotnie powtarzałam, że marka ta powinna pójść w tym kierunku, mając tak dobre zaplecze w tworzeniu obuwia trekkingowego. Musiało minąć trochę czasu, żeby faktycznie się tak stało. Ale kiedy już do tego doszło, to Keen stworzył modele, które naprawdę mogą namieszać na biegowym rynku. Przez całą wiosnę miałam okazję testować jeden z nich. Roam towarzyszył mi zarówno podczas codziennych treningów, jak i w trakcie jednego z ważniejszych, tegorocznych startów.



























