0,00 zł

Teksański test Keen’a

Podróże
2026-01-21
Teksański test Keen’a

Park Narodowy Big Bend to jedno z tych miejsc, które zupełnie wymykają się naszej europejskiej skali pojmowania przestrzeni. Kiedy ruszaliśmy w stronę „kolana” Teksasu, na sam dół mapy USA, wiedzieliśmy, że będzie surowo i pusto, ale rzeczywistość przerosła nasze oczekiwania.

Park Narodowy Big Bend

Big Bend w Teksasie

Ten region jest przesiąknięty duchem starego pogranicza – czuć tu izolację, spokój i dzikość. Dla nas, podróżującego wspólnie małżeństwa, Santa Elena Canyon stał się niekwestionowaną koroną tej części wyprawy po USA. To nie był zwykły spacer z aparatem; to było spotkanie z geologiczną potęgą natury. Rzeka Rio Grande, niczym gigantyczna piła tarczowa, przez miliony lat mozolnie i wytrwale przecinała wapienne ściany, tworząc monumentalną szczelinę w sercu gór Mesa de Anguila. Staliśmy tam razem, na dnie kanionu, patrząc na ściany wysokie na wiele metrów. Po lewej Meksyk, po prawej USA – a my pośrodku tej spektakularnej, naturalnej katedry…

nasz kamper w Teksasie

Dojazd: Ross Maxwell Scenic Drive – Nasza Droga przez Czas

W czasie tego trekingu zostawiliśmy naszego kampera w miejscowości Marathon, jakieś 60 mil na północ od Parku Narodowego Big Bend. A z uwagi na to że za kamperem po stanach ciągniemy na przyczepce małego suva, dotarcie pod granicę z Meksykiem nie stanowiło problemu.

Zanim nasze buty dotknęły sypkiego piasku, musieliśmy pokonać trasę, która sama w sobie jest legendą. Ross Maxwell Scenic Drive to 30 mil czystej, teksańskiej magii. Prowadząc samochód przez ten odcinek, wymienialiśmy porozumiewawcze spojrzenia – czuliśmy się, jakbyśmy nawigowali statkiem kosmicznym po obcej planecie. Pustynia Chihuahuan wcale nie jest taka pusta; obserwowaliśmy z kabiny, jak tętni życiem ukrytym w cieniu kaktusów ocotillo, agaw i juk.

Pustynia Big Bend

Trekking w Teksasie

Dla nas, jako duetu, ta trasa była wyzwaniem i nagrodą zarazem. Podczas gdy jedno z nas skupiało się na drodze, drugie wypatrywało formacji skalnych w szerokich lusterkach. Mijaliśmy Castolon Historic District, gdzie czas zatrzymał się w erze kawalerii, oraz Mule Ears Peaks – skały, które rzeczywiście wyglądają jak uszy gigantycznego muła dominującego nad horyzontem. Każdy zakręt odsłaniał przed nami nową perspektywę, ale ostatnie mile były najbardziej emocjonujące. Z oddali zobaczyliśmy „The Crack” – potężną, pionową linię przecinającą góry. To wejście do kanionu Santa Elena, które z każdą minutą rosło w naszych oczach, aż w końcu zupełnie nas przytłoczyło swoją skalą.

Szlak Santa Elena Canyon

Trekking: Tam, gdzie nasza droga spotkała skałę.

Szlak Santa Elena Canyon Trail ma zaledwie 2,7 km w obie strony, ale dla nas była to „skondensowana przygoda”. Tu nie liczyliśmy kilometrów – liczyliśmy wspólne zachwyty i momenty, w których musieliśmy przystanąć żeby zrobić zdjęcie kolejnego wspaniałego załomu skalnego.

Przygoda zaczęła się bez rozgrzewki. Aby wejść do wnętrza, musieliśmy pokonać dopływ Terlingua Creek. W zależności od humoru natury, rzeka bywa sucha, ale my trafiliśmy na pas gęstego, zasysającego błota, słynnego „quick-mud”. To był moment, w którym nasze Keeny przestały być tylko obuwiem, a stały się naszą największą przewagą i atutem w czasie marszu. Podczas gdy inni turyści wahali się na brzegu, zdejmując skórzane buty i ryzykując skaleczenie stóp o ostre kamienie, my po prostu ruszyliśmy przed siebie. System szybkiego sznurowania sprawił, że buty trzymały się pewnie nawet w zasysającym błocie. Legendarna przyczepność pozwoliła nam bezpiecznie przejść przez mętną taflę Rio Grande. Wyszliśmy na drugi brzeg lekko mokrzy, ale uśmiechnięci i gotowi na więcej.

kaktus na szlaku

Wspinaczka po schodach: Nasz pionowy świat.

Po pokonaniu potoku szlak gwałtownie pnie się w górę. Zaczęły się strome, skalne schody zygzakiem prowadzące pod górę. Słońce Teksasu zaczęło operować z pełną mocą, nagrzewając wapień do białości. Właśnie tutaj doceniliśmy unikalną konstrukcję naszych butów. Nasze palce miały miejsce na naturalną pracę, co radykalnie poprawiało balans na wąskich stopniach. Każdy krok na sypkim piasku czy wystających korzeniach agawy był stabilny, a gumowy „nosek” obuwia uratował nas nie raz, gdy zahaczyliśmy o ostre krawędzie skał. W połowie podejścia zatrzymaliśmy się na wspólny oddech. Widok za naszymi plecami zapierał dech: rzeka wiła się u stóp kanionu jak srebrzysty wąż, a nad nami górowały ściany dotykające nieba.

Wewnątrz katedry: Cisza we dwoje.

Ostatni etap to zejście nad sam brzeg rzeki, głęboko we wnętrzu szczeliny. To tutaj doświadczyliśmy efektu „skalnej katedry”. Ściany są tu tak blisko siebie, że słońce dociera do dna tylko na krótką chwilę. Temperatura nagle spadła, a powietrze stało się przyjemnie wilgotne. Dźwięk wody odbijał się echem, a my staliśmy ramię w ramię przy samej krawędzi Rio Grande. Piasek pod naszymi stopami był drobny jak mąka. Tutaj granica między państwami jest czysto umowna – wystarczyłoby kilka kroków, by znaleźć się w Meksyku. To miejsce skłoniło nas do wspólnej refleksji nad potęgą czasu i natury, która nic nie robi sobie z ludzkich podziałów…

skalna katedra

granica USA-Meksyk

Dlaczego Keeny to "gamechanger" dla naszej pary?

Big Bend to jedno z najbardziej wymagających miejsc dla sprzętu. Jako małżeństwo, które lubi polegać na sprawdzonych rozwiązaniach, zgodnie uznaliśmy, że te buty to był strzał w dziesiątkę:

Wentylacja vs Pustynny Pył: Przy 35°C tradycyjne buty trekkingowe zamieniłyby nasze stopy w piecyki. Keeny dały nam oddech, którego potrzebowaliśmy, chroniąc jednocześnie stopy przed pyłem i ostrymi kamieniami.

Santa Elena to szlak hybrydowy. Nie musieliśmy tracić czasu na zmianę butów po przejściu rzeki. Woda po prostu wypłynęła, a my szliśmy dalej, ciesząc się drogą.

Trakcja: Podeszwy wgryzały się w sypki, pustynny żwir, dając nam poczucie bezpieczeństwa na krawędziach, gdzie błąd nie wchodził w grę.

Nasze praktyczne wskazówki dla wędrowników:

Samowystarczalność: Przed wjazdem na Ross Maxwell uzupełniliśmy wszystko: pełny bak i pełna woda. Najbliższa cywilizacja jest tu naprawdę daleko.

Woda to życie: Mimo bliskości rzeki, piliśmy tylko to, co przynieśliśmy w plecakach. Zabierzcie minimum 2 litry na osobę – pustynia wyciąga wilgoć szybciej, niż się wydaje.

Łączność: Zapomnijcie o zasięgu. My korzystaliśmy z map offline i papierowej mapy z Visitor Center – to buduje klimat starej przygody!

Santa Elena Canyon to miejsce, które zostanie w naszej wspólnej pamięci na zawsze.

Santa Elena Canyon

Kierunek Meksyk…

Poczuliśmy się tam mali wobec ogromu świata, ale jednocześnie silniejsi jako zespół. Z dobrymi butami na nogach i naszym domem na kołach czekającym na parkingu, jesteśmy gotowi na każdy kolejny scenariusz, jaki napisze dla nas Teksas i kolejne stany w USA. Ruszyliśmy na zachód w kierunku Nowego Meksyku i Arizony. Celem jest wjazd do Meksyku na Baja California…

Autor: Krzysztof Rudź, Izabela Rudź (Ludzie Podróżują)

Pokaż więcej wpisów z Styczeń  2026
pixel