Czy konieczne jest zabranie jako drugiego obuwia sandałów, na wymagający wielu trekkingów wyjazd?
To pytanie zadawałem sobie przygotowując się do kolejnej wyprawy za ocean, w dzikie i bardzo często mało uczęszczane przez turystów miejsca Ameryki Południowej. Gdyby był to na przykład weekendowy wyjazd na Mazury, wycieczka za miasto, czy intensywne zwiedzanie pobliskich okolic mojego zamieszkania, oczywiście nie zastanawiał bym się ani minuty. Często jednak stajemy przed takim dylematem w naszych rozważaniach szykując się do wyjazdu na wakacje. Dziś już wiem, że nie warto odbierać sobie tylu korzyści, jakie płyną z każdym dniem spędzonym wspólnie z Keen Rialto...
Niewiarygodne jest jak człowiek szybko przyzwyczaja się do luksusu… Dziś po grubo ponad roku ciągłej podróży, nie wyobrażam sobie abym nie miał pod ręką do wędrówek, wcześniej wybranych sandałów Keen Rialto. A wierzcie mi zastanawiałem się nad wyborem konkretnego modelu długo. Są właściwie podstawową rzeczą w moim wyposażeniu, oprócz kilku innych „drobiazgów”, która pozwala mi spokojnie i bez stresu podróżować, nie martwiąc się zbytnio o warunki pogodowe i miejsca w które zaprowadzi mnie droga... Oczywiście używam sandałów zgodnie z przeznaczeniem, czyli nie wybieram się w nich na bardzo długie i ciężkie trekkingi w trudny skalisty teren. Do tego zadania Keen ma sporo innych produktów. Jednak we wszystkich innych miejscach, w których dotychczas byłem w Ameryce Południowej, sandały Rialto sprawdzały się wyśmienicie.
Już na pierwszy rzut oka wyglądają bardzo solidnie i można zapragnąć je posiadać, aby przejść się i wspólnie zacząć kolejną przygodę... Ich konstrukcja zawiera mnóstwo nowoczesnych rozwiązań technologicznych, a wszechstronność w użytkowaniu z czasem nabiera szerszego znaczenia i rozszerza zakres ich zastosowań. Z każdym dniem użytkowania, zmieniającym się terenem i warunkami klimatycznymi, zdawały egzamin praktyczny celująco. W mojej opinii te buty wysoko podniosły poprzeczkę w swojej kategorii, mocno rozszerzając sposoby, miejsca i sytuacje w których spokojnie można je używać i polegać na ich niezawodności.
Zaskoczyło mnie bardzo jak idealnie chodziło mi się w nich w wielu rejonach odległej, trudno dostępnej, wręcz dzikiej Patagonii chilijskiej. Spodziewałem się, że będzie mi tam potrzebne dużo bardziej „pancerne” obuwie. Buty typowo trekkingowe, z założenia przeznaczone do takich zadań. Jednak komfort termiczny i wygoda poruszania się w tych sandałach były wystarczające, żeby nie powiedzieć idealne, nawet w tak surowych i wymagających warunkach. Dosyć gruba podeszwa i rewelacyjnie sprawdzający się, system ochrony palców z grubą gumą zachodzącą wysoko na przód obuwia, pozwala być spokojnym o ochronę stopy. Jest to świetnie przemyślany i zaadaptowany pomysł zabezpieczenia wierzchniej części stopy skutecznie zaczerpnięty z butów o pełnej strukturze.
Kolejną i nad wyraz istotną kwestią w każdych butach jest wygoda. Każdy z nas oczekuje, a rzekłbym nawet, że wymaga komfortu użytkowania od obuwia kupowanego w dzisiejszych czasach. I tu Keen zaskoczył mnie ponownie całkowicie. Nawet po wielu, wielu godzinach nie odczuwałem właściwie żadnych ucisków, ani dyskomfortu podczas intensywnego użytkowania sandałów. System sznurowadeł Bungee, perfekcyjnie trzyma stopę wewnątrz buta. Nie dopuszcza do niekontrolowanego i niepożądanego jej przemieszczania się na boki. Podeszwa wykonana z materiału o wysokiej trakcji zapobiega ześlizgiwaniu się butów na śliskich, niestabilnych nawierzchniach. Wielokrotnie zdarzało mi się chodzić w Keen Rialto w górskich strumieniach, nabierać wodę na obozowiskach, czy robić pranie w wartkim nurcie patagońskiej rzeki. Podeszwa zaskakująco dobrze „kleiła” się do porośniętego glonami i roślinnością mokrego podłoża, wielkich głazów i skał tuż pod powierzchnią wody. Sporej wielkości granitowe bloki nie zwyciężyły nowoczesnej technologii i jakości wykonania…
Od dalekich krańców południowo amerykańskiego Patagońskiego południa, przez wysokogórskie przełęcze andyjskich szczytów Argentyny, dzikie i urozmaicone mnóstwem wodospadów i wulkanów parki narodowe Chile, aż po gorące boliwijskie równiny Amazonii, pozwalam „nosić” się moim stopom wyposażonym w sandały Rialto. Niezbyt często byłem zmuszony zamieniać je na obuwie do zadań specjalnych. W tak obutych stopach bliskość natury odczuwa się jeszcze bardziej. Człowiek skupia się na obserwacji niezwykłej przyrody i sprawnie przemieszcza się w trudnym i wymagającym terenie, nie zastanawiając się specjalnie, że zawdzięcza ten luksus wcześniej podjętej decyzji o zakupie Keen Rialto…
Autor: Krzysztof Rudź (Ludzie Podróżują)
Pokaż więcej wpisów z
Styczeń 2020
Podziel się swoim komentarzem z innymi